2011-08-09

Trudno o szacunek do prawa, gdy władza go nie przejawia

Ustawa z dnia 24 kwietnia 2009 r. o bateriach i akumulatorach (Dz. U. Nr 79, poz. 666).

Trudno o szacunek do prawa, gdy władza go nie przejawia
Minister do spraw środowiska zobowiązany był przepisem art. 9 ust. 6 do wydania rozporządzenia określającego metody ustalania pojemności i sposób umieszczania o tym informacji na źródłach prądu. Przez ponad dwa lata od wejścia ustawy w życie minister nie wywiązał się z obowiązku, więc wspomniany ust 6 uchylono. Zmianę wprowadziła ustawa z dnia 1 lipca 2011 r. o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. Nr 152, poz. 897). Ciekawy zwyczaj. Jak władza obowiązków nie wypełnia, to zamiast władzę rozliczyć, obowiązki należy uchylić. Również uległa zmianie treść ust. 4 w art. 9. Wprowadzane do obrotu baterie i akumulatory muszą posiadać informację o ich pojemności, zgodnie z przepisami Unii Europejskiej. Tak więc mimo zmiany treści, obowiązek zaopatrywania baterii i akumulatorów w informację o pojemności obowiązuje od 12 czerwca 2009 r. Od tego samego dnia ustawa zabrania wprowadzania do obrotu oraz dystrybucji baterii i akumulatorów niespełniających tych wymagań (art. 10 ust. 1). W tym miejscu ważna informacja. Przepis o znakowaniu baterii i akumulatorów, wolą ustawodawcy, nie zawiera żadnych wyłączeń. Podlegają mu zarówno ogniwa pierwotne, nienadające się do powtórnego naładowania, jak i ogniwa wtórne, nadające się do powtórnego naładowania (definicje z art. 6 pkt 1). Prawdą jest, że znowelizowany ust. 4 w art. 9 przywołuje rozporządzenie Komisji (UE) mówiące o znakowaniu ogniw wtórnych (w ustawie tytuł rozporządzenia przepisano z błędem). Jednak nie sposób zabronić posłom uchwalenia ustawy, która nakazuje umieszczanie informacji o pojemności na bateriach pierwotnych, według kryteriów przyjętych w Unii Europejskiej do znakowania akumulatorów. Główny Inspektor Ochrony Środowiska jest zobowiązany do wydania decyzji o wycofaniu z obrotu nieoznakowanych ogniw (art. 10 ust. 3). Chociaż jest to wbrew ustawie, na bateriach oferowanych w handlu brak jest informacji o pojemności (posiadają ją tylko akumulatory), GIOŚ przymyka oko na oczywisty fakt łamania ustawy przez dostawców, a przy okazji pokazuje, że nie wszystkim co w ustawie trzeba się przejmować. Nie pierwszy to raz, kiedy ważniejszy okazuje się zamiar urzędnika niż prawo stanowione.
„Rzeczpospolita” w dniu 9 sierpnia br. zamieściła artykuł (C2) twierdząc, jakoby obowiązek umieszczania informacji o pojemności obejmował tylko baterie i akumulatory do ponownego ładowania. Niestety to twierdzenie nie odpowiada ustawie i zwyczajnie wprowadza czytelników w błąd. Jednego można być pewnym. Władza na pewno nie przyzna się do błędu.
     
Wydajność recyklingu
Opublikowano rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 19 kwietnia 2011 r. w sprawie sposobu obliczania poziomów wydajności recyklingu zużytych baterii kwasowo-ołowiowych i zużytych akumulatorów kwasowo-ołowiowych (Dz. U. Nr 92, poz. 536).
Lektura wywołuje mieszane uczucia. Zgodnie z wymogami § 127 i § 128 rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 20 czerwca 2002 r. w sprawie „Zasad techniki prawodawczej” (Dz. U. Nr 100, poz. 908) rozporządzenie powinno wchodzić w życie w dniu wejścia w życie ustawy. Tu trzeba przypomnieć, że ustawa obowiązuje od 12 czerwca 2009 r. Widocznie nie wszyscy muszą się prawem przejmować. Jak zwykle, są równi i równiejsi. Ustawa w art. 15 wyznacza minimalne poziomy wydajności recyklingu dla trzech rodzajów baterii i akumulatorów: kwasowo-ołowiowych, niklowo-kadmowych oraz pozostałych. Ten sam przepis zobowiązuje ministra do określenia, w drodze rozporządzenia, sposobu obliczania wydajności recyklingu wymienionych baterii i akumulatorów. Okazuje się, że rozporządzenie uwzględnia wyłącznie akumulatory kwasowo-ołowiowe. Pominięto pozostałe. To oczywiste nierespektowanie obowiązku nakazanego ustawą nie jest tylko zwykłym naruszeniem prawa. Brak sposobu obliczania poziomów wydajności recyklingu, szczególnie w stosunku do akumulatorów niklowo-kadmowych, jest bardzo wygodne dla nieuczciwych recyklerów. Odzyskują oni z ogniw tylko drogie metale. Reszta, czyli tzw. „szara masa”, zawierająca trujące związki kadmu, pozostaje w środowisku naturalnym, stwarzając olbrzymie zagrożenie dla zdrowia ludzi. W ten sposób rozporządzenie skutecznie eliminuje z rynku zakłady dbające o środowisko naturalne, które ponosząc dodatkowe koszty zapewniają unieszkodliwienie pozostałych po recyklingu trujących związków chemicznych.
Przy okazji nowego rozporządzenia nie sposób pominąć aspekt językowy, dotyczący głównie ustawy. Każda encyklopedia wyjaśnia, że bateria to ogniwo galwaniczne, które po rozładowaniu nie można naładować. Natomiast akumulator, dzięki odwracalnym reakcjom chemicznym, może być wielokrotnie ładowany i używany. Dlaczego zabrakło tej szkolnej wiedzy? 

Zagubieni w karach
Rozdział 13 grozi wysokimi karami za najdrobniejsze uchybienie obowiązków określonych ustawą. Wysokość kar niewiele ma wspólnego ze społeczną szkodliwością czynu. Za złożenie po terminie sprawozdania o wprowadzonych bateriach i akumulatorach lub błędy w ewidencji można zapłacić nawet 50 tys. złotych.
Podobno, przynajmniej tak głosi resort ochrony środowiska, jednym z ważniejszych osiągnięć ustawy jest obowiązek prowadzenia publicznych kampanii edukacyjnych. Mają wywołać proekologiczne zachowania obywateli i wydatnie zwiększyć ilość zwracanych zużytych ogniw. Być może edukacja taki skutek mogłaby przynieść, chociaż część społeczeństwa uzna jej oddziaływanie podobne do tabliczek z napisem „Nie deptać trawników”. Tylko po co wydawać pieniądze, skoro za niewykonanie obowiązku przeprowadzenia publicznych kampanii edukacyjnych i niezłożenie sprawozdań z nakładów na te kampanie, ustawa nie przewiduje żadnych sankcji?

Brutto, netto, czyli pomieszanie z poplątaniem
Na publiczne kampanie edukacyjne należy przeznaczyć co najmniej 0,1 % przychodów z tytułu wprowadzenia do obrotu baterii i akumulatorów (art. 37 ust. 4, tiret). Ustawa nie podaje własnej definicji przychodu, a więc trzeba posłużyć się legalną definicją podatkową, mówiącą o kwocie netto. Inaczej, gdy nie ma możliwości ustalenia wysokości przychodu, ponieważ sprzedaż baterii lub akumulatorów nastąpiła wraz z innymi produktami (art. 37 ust. 5). Ustawie posługuje się określeniem ceny w handlu detalicznym (art. 37 ust. 5 pkt 2). Wobec braku bliższych określeń, pojęcie ceny oznacza zawsze kwotę wraz z podatkiem (brutto).
Po obliczeniu właściwej kwoty może pojawić się wątpliwość jak rozumieć zdanie „przeznacza na publiczne kampanie edukacyjne” (art. 37 ust. 4 pkt 1). Pozostaje zastosować jedynie dozwoloną w takim wypadku wykładnię naturalną (językową). Jeżeli ktoś przeznacza na coś konkretną kwotę, będzie to kwota do zapłaty, a więc kwota brutto. Właściwe (i zgodne z ustawą) wyliczenie poszczególnych kwot może dać spore oszczędności.         

Te same akumulatory w różnych ilościach
Realizacja ustawy wymaga precyzyjnego wyliczenia ilości wprowadzanych baterii i akumulatorów. Niby sprawa prosta, jednak ustawa mocno ją zagmatwała.
Do ustalenia poziomu zbierania przenośnych baterii i akumulatorów (art. 6 pkt 11) ilość wprowadzona do obrotu to średnia z trzech lat. Tu trzeba pamiętać, że wprowadzenie do obrotu to nie sprzedaż, lecz każda okoliczność zapisana w art. 7 ust. 1. Ustawa nie rozstrzyga, jak liczyć średnią, gdy w poprzednich dwóch latach ilości były zerowe. Dla zmniejszenia obciążeń kusi wyliczenie średniej trzyletniej z uwzględnieniem tych zer. Co ciekawe, bardzo często można taki wynik osiągnąć w absolutnie legalny sposób, ale nie wypada go zdradzać na publicznie dostępnej stronie.
Całkowicie odmiennie liczy się ilość wprowadzonych do obrotu baterii i akumulatorów w celu wyznaczenia wymaganej kwoty nakładów na publiczne kampanie edukacyjne (art. 37 ust. 4, tiret). Trzeba wziąć pod uwagę tylko ogniwa, z których powstał przychód, a więc zostały sprzedane. 

Kto przekaże pieniądze do urzędu marszałkowskiego?
Pobranie i zwrot opłaty depozytowej przy zakupie baterii lub akumulatora kwasowo-ołowiowego sprzedawca detaliczny potwierdza na specjalnych dokumentach (art. 54 ust. 4). Chociaż ustawa wyraźnie mówi o dwóch różnych dokumentach (art. 54 ust. 4-6), odnośne rozporządzenie (Dz. U. z 2010 r. Nr 130, poz. 878) wprowadziło jeden wzór, uniwersalny.
Mechanizm potwierdzania poboru opłaty jest prosty, aczkolwiek wymagający zużycia kilku dodatkowych ton papieru w roku. Jest to właściwie jedyna praktyczna różnica w stosunku do poprzedniego systemu, gdzie pobór opłaty potwierdzało się na fakturze lub paragonie fiskalnym. Sprzedawca (detaliczny – przyp. TJ) wpisuje liczbę akumulatorów, stawkę oraz datę pobrania opłaty depozytowej, na końcu dane osobowe oraz podpisy pobierającego opłatę i nabywcy. Dokument sporządza się w dwóch egzemplarzach, po jednym dla sprzedającego i kupującego. Zwrot wpłaconej opłaty następuje pod warunkiem przekazania zużytych baterii lub akumulatorów, w terminie 30 dni (art. 54 ust. 2). Nieodebraną opłatę depozytową sprzedawca detaliczny przekazuje na rachunek bankowy urzędu marszałkowskiego (art. 56 ust. 1).
Sprzedawca na nadmiar czasu wolnego nigdy nie narzekał, a jeszcze dołożyli mu roboty. Musi drukować specjalne formularze, wypełniać je i przechowywać przez 5 lat (art. 54 ust. 5), wysyłać sprawozdania (art. 56 ust. 2), a w dodatku – nieodebrane pieniądze oddawać do urzędu. Tylko czy na pewno zebrane kwoty trafią zgodnie z intencją autora ustawy? Otóż wspomniane rozporządzenie w sprawie wzoru dokumentów do pobrania i zwrotu opłaty depozytowej, wbrew kardynalnej zasadzie legislacyjnej, stworzyło pozaustawową normę prawną. W załączniku do rozporządzenia, na samym końcu, pod tabelą, znajdują się objaśnienia, z których pierwsze przewiduje możliwość zwrotu opłaty depozytowej bez przedstawienia przez kupującego jego egzemplarza dokumentu potwierdzającego pobranie opłaty depozytowej! Nasuwa się retoryczne pytanie, co zrobi sprzedawca po 30 dniach od pobrania opłaty? W poprzednich latach, gdy opłaty były zapisywane na fakturze lub paragonie, to przynajmniej nieodebrana opłata była księgowana i płaciło się od niej podatek. Wszystko wskazuje, że teraz za dodatkowe czynności sprzedawca będzie miał małą kasę, ale przynajmniej nieewidencjonowaną.

Każdy samochód droższy o 30 zł?
Kuriozalna definicja sprzedawcy detalicznego (art. 6 pkt 14) powoduje, że sprzedawcą akumulatora, w rozumieniu ustawy, jest każdy salon samochodowy. Poza typowymi dokumentami wydawanymi przy sprzedaży samochodu, dealer jest obowiązany sporządzić dokument potwierdzający pobranie opłaty depozytowej i opłatę pobrać. Po zakończeniu roku wszystkie opłaty powinny trafić na rachunek urzędu marszałkowskiego. Tego chyba nikt nie robi, a czy urzędy marszałkowskie upomną się o swoje? Jednak nie ma sytuacji bez wyjścia. Rada znajduje się w tej samej ustawie.

Nieskuteczne prawo
Brak zwrotu zużytych baterii lub akumulatorów kwasowo-ołowiowych, przy zakupie nowych, wiąże się z koniecznością pozostawienia opłaty depozytowej (art. 54 ust. 1). Wysokość opłaty (30 lub 35 zł) jest określona w rozporządzeniu Ministra Środowiska z dnia 7 lipca 2010 r. w sprawie stawek opłaty depozytowej (Dz. U. Nr 130, poz. 882). Do pobierania opłaty depozytowej został zobowiązany wyłącznie sprzedawca detaliczny. Sprzedawcę hurtowego przepis nie dotyczy.
Objaśnienia określeń „sprzedawca detaliczny” i „sprzedawca hurtowy” (art. 6 pkt. 14–15) oznaczają możliwość funkcjonowania tego samego sprzedawcy, niezależnie od jego woli, zarówno w roli detalisty, jak i hurtownika. Póki co, przy nabywaniu towarów nie ma obowiązku dokumentowania celu nabycia. Zgodnie z prawem, nikomu nie można zabronić zakupu w celu dalszego zbywania. Nawet jeżeli potwierdzeniem zakupu będzie tylko paragon fiskalny. To bardzo ciekawy efekt działalności legislacyjnej. O statusie sprzedawcy rozstrzyga wyłącznie kupujący. Gdyby miał o tym wyrokować sprzedawca, musiałoby przysługiwać mu prawo do decydowania o przeznaczeniu towaru, do którego prawo własności zostało przeniesione na kupującego. Wobec bardzo silnej pozycji własności prywatnej – jest to niemożliwe. Nabycie akumulatora w celu jego nieodpłatnego udostępnienia np. teściowej, automatycznie definiuje sprzedawcę, jako hurtowego i pozbawia prawa do poboru opłaty. Taki sprzedawca odmawiając sprzedaży bez pobrania opłaty depozytowej, musi liczyć się z przykrymi konsekwencjami ze strony inspekcji handlowej. Skrajnie odmienna sytuacja wystąpi przy zakupie np. 200 akumulatorów przez dużego spedytora do jego własnych samochodów ciężarowych. Sprzedawca automatycznie staje się sprzedawcą detalicznym i powinien dodatkowo pobrać 6 tys. zł opłaty depozytowej (200 x 30 zł).
Tylko kwestią czasu jest kto pierwszy uprze się, aby całkowity koszt nabycia jednego akumulatora obniżyć o 30 zł.

Nie zawsze za darmo
Użytkownik końcowy może oddać zużyte baterie lub akumulatory przenośne w każdym miejscu odbioru, także w serwisie świadczącym usługę wymiany. Za przyjęcie takich odpadów nie można żądać zapłaty (art. 48–50). Ustawa inaczej reguluje oddawanie zużytych baterii lub akumulatorów samochodowych i przemysłowych. Zadanie odbioru tych odpadów należy do wprowadzającego, ale uwaga - nie zawsze będzie to odbiór nieodpłatny. Przepis nakazuje wprowadzającemu odbiór na własny koszt jedynie kwasowo-ołowiowych baterii i akumulatorów (art. 31 ust. 2). Jeżeli będą to baterie lub akumulatory innego rodzaju (nie kwasowo-ołowiowe), ustawa nie stawia warunku odbioru nieodpłatnego (art. 31 ust. 1). Na dodatek, uprawnionym do zgłoszenia potrzeby odbioru jest tylko użytkownik końcowy. Skoro ustawodawca, w sąsiadujących ze sobą przepisach, zastosował odmienną regulację, na pewno uczynił to celowo.

Obowiązkowa instrukcja, której może nie być
Do sprzętu, w którym są zamontowane baterie lub akumulatory powinna być dołączona instrukcja (art. 11 ust. 2). Jeżeli jednak wprowadzający dojdzie do wniosku, że nieumiejętna wymiana baterii niekorzystnie wpłynie na pracę sprzętu przenośnego, instrukcja nie jest obowiązkowa (art. 11 ust. 4 pkt 4).
Z tych samych przepisów wynika, że można nie zawracać sobie głowy instrukcją. Najłatwiejsze, to wprowadzanie sprzętu bez zamontowanych baterii lub akumulatorów. Inne rozwiązanie to opinia, że zamontowanie baterii niezgodnie z biegunami (co fizycznie jest możliwe) wpłynie niekorzystnie na pracę sprzętu.

Masło maślane
Ustawa ogranicza do roku czas magazynowania zużytych baterii i akumulatorów łącznie przez wszystkich posiadaczy tych odpadów (art. 14 ust. 3). Przy tej okazji autor przepisu poucza nas, że „rok” to okres, czyli czas. Chyba na wypadek, gdyby komuś przyszedł do głowy sławny ptak z przygód Sinbada Żeglarza.
Policzmy zatem kto może być posiadaczem odpadu: najpierw użytkownik końcowy (art. 6 pkt 19), następnie prowadzący miejsce odbioru (art. 46-52), dalej - zbierający zużyte baterie (art. 6 pkt 24), wreszcie prowadzący zakład przetwarzania (art. 60-64). Cztery podmioty, z których dwa pierwsze są zwolnione z prowadzenia ewidencji odpadów (art. 52 pkt 4). No i mamy zagadkę. Jak wyliczyć rzeczony „okres roku”?
A może zlekceważyć prawo i nie przejmować się przepisem, skoro za dłuższe magazynowanie nie grozi żadna kara?
   
Skuteczny sposób na zwiększenie wycinki lasów
W 2009 r. sprzedaż akumulatorów kwasowo-ołowiowych podlegała ustawie o obowiązkach przedsiębiorców (Dz. U. z 2007 r. Nr 90, poz. 607, z późn. zm.). Sprzedawca akumulatora potwierdzał pobranie i zwrot opłaty depozytowej na fakturze lub paragonie fiskalnym. Z uwagi na rangę, jaką mają oba dokumenty, był to sposób prosty, oszczędny i gwarantujący rzetelność transakcji.
Obecnie, rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 5 maja 2010 r. w sprawie wzoru dokumentu potwierdzającego pobranie opłaty depozytowej i dokumentu potwierdzającego zwrot opłaty depozytowej (Dz. U. Nr 130, poz. 878) do tego samego celu przewiduje formularz, którego nie mieści się na jednej stronie formatu A4.
Jednak zamiast krytykować rozporządzenie można je chwalić. Art. 54 ust. 6 ustawy nakazuje określenie w drodze rozporządzenia wzoru dwóch dokumentów: jednego dla pobrania opłaty depozytowej, a drugiego dla jej zwrotu. Minister wydając rozporządzenie w oczywisty sposób naruszył ustawę, ale zmniejszył ilość dokumentów o połowę! To znana metoda przekuwania klęski w zwycięstwo.
W głosy sprzedawców zmuszonych do wypełniania licznych rubryk i przechowywania dokumentów przez 5 lat lepiej się nie wsłuchiwać. A co na to ścinany las? 

Dwa terminy
Zgłoszenie potrzeby odbioru zużytych baterii i akumulatorów samochodowych i przemysłowych, z wyjątkiem kwasowo-ołowiowych, oznacza dla wprowadzającego obowiązek dokonania takiego odbioru, w dodatku w terminie 30 dni (art. 31 ust. 1).
W dużo korzystniejszej sytuacji są firmy wprowadzające baterie i akumulatory kwasowo-ołowiowe. Nie obowiązują ich żadne terminy. (art. 31 ust. 2).
 

Uprzywilejowane produkcja i hobby?
Pod nazwą „elektronarzędzia bezprzewodowe” ustawa każe nam rozumieć wyłącznie sprzęt przeznaczony do działalności serwisowej, budowlanej lub ogrodniczej (art. 6 pkt 6). Wobec powszechnego w języku ojczystym określenia kategorii narzędzi bezprzewodowych, dziwi nieudolne powielenie definicji z europejskiej dyrektywy 2006/66/WE. Klasyfikowanie według przeznaczenia już z samego faktu jest irracjonalne. Wskazanie tylko niektórych zastosowań oznacza celowe pominięcie innych, niewymienionych.
Można dywagować, czy definicja w ustawie to wynik błędnego przetłumaczenia angielskiego słowa „service”. W języku polskim określenie działalności serwisowej zawsze oznacza naprawę, reperację, odnowienie, renowację, remont, itp., ale nigdy produkcję. Jednak taki błąd, na podstawowym poziomie znajomości języka angielskiego, wydaje się nieprawdopodobny. Czyżby państwo polskie celowo chroniło przed dodatkowymi obciążeniami z tytułu wprowadzania do obrotu narzędzi stosowanych w produkcji lub przez majsterkowiczów?

Państwo, jak Zabłocki na mydle
Dla obliczenia poziomu zbierania przenośnych źródeł prądu bierze się pod uwagę ilość wprowadzonych do obrotu baterii i akumulatorów w danym roku oraz w dwóch latach poprzednich (art. 6 pkt 11); razem trzy lata.
To szansa na radykalne, acz legalne, ograniczenie wydatków na ochronę środowiska. Przykładowo, przy poziomie zbierania 18 %, stosując w kolejnych trzech latach progresję ilości wprowadzanych baterii: 100 / 10 000 / 10 000 000, w pierwszym roku trzeba zebrać odpadów – 18, w drugim – 909, w trzecim – 600 606. Razem, przez trzy lata – 601 533. Gdyby poziom zbierania był liczony w zależności od ilości wprowadzonych w danym roku, obowiązek zbierania określony byłby liczbą 1 801 818 (18 + 1 800 + 1 800 000). Różnica trzykrotna!
UWAGA. Jeżeli planuje się zmniejszenie obrotów w kolejnym roku, aby nie popaść w odwrotną zależność, trzeba zrobić roczną przerwę i wypisać się z rejestru GIOŚ. Ewentualnie można skorzystać z usług innej firmy. W ten sposób żonglując kilkoma firmami można zaoszczędzić miliony!
Jest to na tyle czytelne, że Komisja Europejska w dniu 29 września 2008 r. wydała decyzję (dokument nr C(2008) 5339) nakazującą obliczanie rocznej sprzedaży baterii i akumulatorów przenośnych w liczbach rzeczywistych danego roku.
Ciekawe dlaczego Polska nie respektuje tej decyzji?

Państwo „namawia” do tworzenia spółek cywilnych
To kolejna ustawa, która nie obarcza obowiązkami spółek cywilnych. Miano wprowadzającego baterie lub akumulatory (art. 6 pkt 22) przysługuje wyłącznie przedsiębiorcy, zdefiniowanego w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej (art. 6 pkt 12). Przepisy określające szczegółowo obowiązki dotyczą tylko do przedsiębiorców (m. in. art. 18, 23, 50). Jednak to spółka cywilna (a nie jej wspólnicy) wprowadza towar do obrotu, jest podmiotem gospodarki narodowej, posiada indywidualne numery Regon i NIP, jest podatnikiem podatku VAT i akcyzowego. Spółka cywilna wystawia faktury i paragony. Czy stworzony wyjątek jest zgodny z konstytucyjną równością prawa i w interesie środowiska naturalnego?

Dyskryminacja towarów z Unii Europejskiej?
Obowiązek osiągnięcia wyznaczonego poziomu zbierania zużytych baterii i akumulatorów rozliczany jest odrębnie w każdym roku kalendarzowym (art. 33). Wymiar obowiązku jest pochodną ilości wprowadzonych baterii i akumulatorów do obrotu. Okazuje się, że tę ilość najłatwiej ustalą krajowi producenci oraz importerzy. Data wprowadzenia do obrotu jest tożsama z pojawieniem się towaru na rynku (art. 7 ust. 1 pkt. 1 i 3).  Zdecydowanie gorzej mają przedsiębiorcy sprowadzający produkty z terenu Unii. Decyduje data wystawienia faktury w kraju sprzedawcy. Transporty docierają w różnych terminach. Zdarza się, że z towarem otrzymanym w styczniu dociera faktura wystawiona w grudniu minionego roku. Wtedy (art. 7 ust. 1 pkt 2), dopiero w nowym roku będzie można ustalić ile produktów wprowadzono do obrotu poprzedniego roku, a tym samym, ile należało zebrać zużytych baterii i akumulatorów. Dzięki takiemu rozwiązaniu każdy przedsiębiorca szybko nauczy się fabrykowania dokumentacji, aby uczynić zadość przepisom.

Wywiad gospodarczy w rejestrze
Ustawa wymienia szczegółowo wszystkie elementy wniosku o wpis do rejestru, w postaci zamkniętego wykazu danych (art. 18 ust. 3). Zgodnie z delegacją (art. 24), akt wykonawczy ma ustalać wyłącznie wzory wniosków, a nie ich treść. Niestety, wydane rozporządzenie (Dz. U. z 2009 r. Nr 141, poz. 1155), wbrew ustawie, nakazuje ujawnienie kontrahenta, z którym wprowadzający nawiązał współpracę. Rejestr jest powszechnie dostępny na stronie internetowej GIOŚ. Rozwiązanie bardzo sobie chwalą firmy zajmujące się bardziej fabrykowaniem dokumentów, niż rzeczywistą realizacją obowiązków. Dostały za darmo kompletny wykaz wprowadzających do obrotu baterie i akumulatory oraz obsługujących ich zakładów przetwarzania. Trudno o lepszy prezent.

Bezczynność organu
Art. 9 ust. 4 ustawy przewiduje umieszczenie na przenośnych bateriach i akumulatorach informacji o ich pojemności. W odróżnieniu od akumulatorów, tego warunku nie spełniają oferowane w handlu baterie. Ustawa jest bardzo rygorystyczna i nakazuje GIOŚ wydanie z urzędu decyzji o wycofaniu z obrotu baterii m.in. nieposiadających oznaczenia pojemności (art. 10 ust. 3). Jednak baterie są nadal sprzedawane. To ważny dla wszystkich sygnał idący od władzy. Prawo niekoniecznie trzeba przestrzegać.

Zagadka
Ustawa (art. 28 ust. 1) pozwala realizować część obowiązków za pośrednictwem innych podmiotów. Spełnienie obowiązków zwykle wieńczy złożenia sprawozdania. Określone rozporządzeniami, urzędowe formularze sprawozdań wymagają podpisu oraz pieczątki wprowadzającego baterie lub akumulatory i są formą oświadczenia woli podmiotu składającego sprawozdanie. Pierwsze sprawozdania będą składane w marcu 2011 r. Czy będą honorowane sprawozdania podpisane nie przez wprowadzających, a działające na ich zlecenie inne podmioty? Pamiętając o odpowiedzialności, która zawsze spoczywa na wprowadzającym (art. 28 ust. 2) wypada zadać pytanie, jakie prawo będzie ważniejsze: stanowione, czy powielaczowe?

Państwo w roli Janosika?
Dla wyliczenia poziomu zbierania bierze się pod uwagę Ilość wprowadzonych do obrotu baterii i akumulatorów, w oparciu o odmienne kryteria (art. 7). Natomiast ustalenie wielkości nakładów na publiczne kampanie edukacyjne podlega jeszcze innej regule (art. 37 ust. 4). Decyduje wartość przychodów ze sprzedaży. To oznacza prowadzenie dodatkowej ewidencji. Odliczyć trzeba źródła prądu wykorzystane na własne potrzeby i wycofane ze sprzedaży. Decyduje tylko wartość przychodu wynikająca z faktur lub paragonów fiskalnych. Problem w tym, że sprzedaje się również w ostatnim dniu grudnia. Kampanie edukacyjne trzeba sfinansować także do końca roku. Jedynym wyjściem jest wydanie większej kwoty niż przewidywane przychody ze sprzedaży. Tylko dlaczego zmusza się przedsiębiorcę do poniesienia większych kosztów niż nakazują przepisy?

Nasi Akcjonariusze

Box Box

Aneta Kamińska

Box

Zajmuje się śledzeniem wszelkich zmian w prawie i przedzieraniem się przez gąszcz nowych rozporządzeń.

Tadeusz Jawniak

Box

Absurdalne zapisy w ustawach i rozporzą- dzeniach - nic się przed nim nie ukryje.

Box

OILER Organizacja Odzysku S.A. ul. Malinowska 24 A 83-110 Tczew NIP 593-23-08-696 Regon 192 619 130
Kapitał zakładowy 5.000.000 zł. Funkconujemy od 2001 roku

Copyrights Oiler Organizacja Odzysku S.A. 2010.All rights reserved.
Powered by: GlobalVanet